Ten projekt to opowieść o domu, który żyje razem z rodziną.
W tej przestrzeni mieszkają trzy pokolenia. A to znaczy: różne potrzeby, różne style, różna codzienność.
Kiedy dzieci podrosły, pojawiła się decyzja: przenieść je na poddasze i dać więcej oddechu całej rodzinie.
To nie była rewolucja. To była ewolucja – przemyślana, funkcjonalna i pełna osobistych akcentów.
Nowa kondygnacja to dwa zupełnie różne światy.
Pokój córki powstał z miłości do wróżek, różu i marzeń.
Jasna przestrzeń, miękkie tkaniny i bajkowa tapeta, która wygląda jak kadry z animacji. Pokój podzielony na strefy – do snu, nauki, przechowywania i… wymyślania własnych historii.
Na poddaszu znalazło się także miejsce na kompaktową łazienkę z klimatyczną tapetą przypominającą akwarelowy las.
Stonowane kolory, funkcjonalny układ i bardzo naturalna baza – niczego nie przytłacza, wszystko działa.
Gdy dzieci wyprowadziły się „na górę”, parter też zyskał nową jakość.
Salon przeszedł lifting – właściciele chcieli zachować drewnianą podłogę i ceglane akcenty, a jednocześnie nadać wnętrzu nową energię. Największym wyzwaniem okazała się… sofa. Bo jak dobrać mebel, który jednocześnie będzie wygodny dla osoby mającej prawie 2 metry i takiej, która ma 160 cm? Udało się – komfortowo i stylowo.
Sypialnia to przykład, jak dbałość o detale tworzy całość.
Cała przestrzeń przeszła subtelną, ale odczuwalną metamorfozę – nowe kolory ścian, wymiana oświetlenia, tapeta, która zza głowy łagodnie przechodzi na sufit i robi naprawdę duże wrażenie.
Udało się też zmieścić toaletkę z lustrem, która stała się nie tylko funkcjonalnym elementem, ale też codziennym rytuałem.
Bo w tej sypialni wszystko musiało być wygodne i proporcjonalne – nie tylko wizualnie, ale też w praktyczne.
To pomieszczenie przeszło największą przemianę…
Wcześniej był tu pokój dziecięcy – teraz to gabinet, w którym można zarówno popracować, jak i się poruszać.
Właściciele chcieli przemycić łódzki klimat, dlatego fronty szafy zostały wymienione na takie ze zdjęciem wejścia do starej fabryki i napisem „Strajk”.
To taki ich mały żart, który nadaje przestrzeni charakteru – i puszcza oko do każdego, kto wejdzie.
Na przeciwległej ścianie znalazła się tapeta z mapą Łodzi – subtelnie podkreślająca lokalny patriotyzm.
Na specjalne życzenie w gabinecie stanęła bieżnia. Jest składana, owszem – ale nikt z domowników nie wierzył, że po treningu komukolwiek starczy sił, żeby ją składać.
Dlatego dziś ma swoje stałe, godne miejsce.
Lepiej niż w salonie.
Ten projekt nie zaczął się od burzenia ścian, tylko od rozmowy.
Była w niej codzienność, troska, zmęczenie i marzenia – o własnej przestrzeni, o spokoju, o porządku.
I właśnie to zostało przekształcone w funkcję, światło, kolory i układ.
Zamiast idealnych inspiracji – realne potrzeby.
Zamiast wystawowego wnętrza – dom, który działa.
To nie tylko adaptacja poddasza i lifting salonu.
To opowieść o tym, jak wnętrze może dopasować się do życia – i dać rodzinie więcej miejsca na bycie sobą.