Bez pośpiechu, z przemyśleniami, z nutą intuicji i z miejscem na zmianę zdania.
Tak było tutaj. Mieszkanie w Łodzi – niewielkie, ale z ogródkiem.
Dla kobiety, która marzyła o czymś swoim. O przestrzeni miękkiej, spokojnej, z charakterem – ale nie głośnym.
O miejscu, gdzie może wreszcie oddychać tak, jak chce. I żyć tak, jak czuje.
Projekt dojrzewał razem z właścicielką. Zaczęło się od odważniejszych wersji – były kolory, była myśl o malowanym suficie. Ale z czasem wygrała potrzeba ciszy. Może zabrakło odwagi, a może po prostu zwyciężyła ta bardziej cicha część duszy.
I to było dobre.
Łazienka miała być kobieca, spokojna – i jest.
Dekoracyjne płytki w odcieniach zieleni spajają ją z resztą mieszkania.
Miedziana armatura rozgrzewa wnętrze,
a umywalka z Włoch – ręcznie robiona, w kolorze pudrowego różu – jest małą biżuterią całego projektu. Nie ma drugiej takiej.
Tu też wszystko zostało przemyślane: miejsce na pralkę, kosz, blat do odkładania rzeczy, grzejnik z funkcją suszenia.
Bo ład i funkcja to nie są przeciwieństwa.
Sypialnia poszła inną drogą.
Jest odważna, nasycona, z tapetą jak łąka i ścianą w intensywnej zieleni.
Ale nawet tutaj jest równowaga – jasne meble, lustrzane fronty, odrobina czerni.
To nie jest wnętrze do pokazywania na Instagramie.
To sypialnia do zamknięcia drzwi i oddechu.
Znalazło się tu również miejsce na wyjątkowego domownika – szynszyla.
Klatka została wkomponowana w przestrzeń tak, by nie zaburzała harmonii wnętrza, a jednocześnie była funkcjonalna i bezpieczna.
To wnętrze nie powstało w jeden wieczór.
To była rozmowa, proces, zmiany kierunku i ważne decyzje. Było trochę odwagi, trochę rezygnacji i dużo uważności.
Zamiast mocnych kontrastów – balans.
Zamiast kompromisów – wybory.
Zamiast trendów – codzienność, w której naprawdę dobrze się żyje.
To nie tylko projekt wnętrza.
To opowieść o tym, jak stworzyć przestrzeń, która pasuje — do etapu życia, do osoby, do emocji.